Izabela Gruchalska
Fot. Renata Luścińska

Jestem zwyczajną kobietą, która interesuje się nie­zwy­kły­mi rzeczami. Wychowałam się w rodzinie, w której nauka i magia były ze sobą połączone, jak orzeł i reszka. Jestem piątą wróżką w pokoleniu od strony matki, dlatego też wróżenie z kart zawsze tra­kto­wa­łam, jako coś naturalnego. Matka mojej prababki, była tak zwaną Mądrą, czyli tą, która odczyniała uroki, od­bie­ra­ła porody, znała się na ziołach i przepowiadała przy­szłość. Pradziadek był młynarzem, ale też miał dar ja­sno­wi­dze­nia. Niestety nie dane mi go było po­znać, zmarł przed moimi narodzinami. Babcia, na co­dzień była księgową, ale to ona nauczyła mnie wró­żyć z kart klasycznych, wtajemniczała mnie w mądrości ludowe i zachęcała do za­ję­cia się wiedzą zielarską. Ojciec jest naukowcem, genialnym ma­te­ma­ty­kiem, mama - z zawodu elektrykiem i jedną z najbardziej niesamowitych wró­żek jakie znam.

Kartami klasycznymi zajmowałam się "od zawsze", tarotem - dopiero po osią­gnię­ciu pełnoletności, mimo to uważam się za tarocistkę. Tarot za­fa­scy­no­wał mnie dość wcześnie, bo już w 13 roku życia. Był to prze­ło­mo­wy rok na mojej ścieżce rozwoju w ezoteryce: z jednej strony narodziła się fascynacja Tarotem, którym nie mogłam się zajmować do czasu ukończenia 18 lat (z perspektywy czasu doceniam mądrość mojej babci, która wpro­wa­dzi­ła niniejszy zakaz), z drugiej - ojciec podsunął mi książkę "Od magii do psychotroniki", która obudziła we mnie "głód wiedzy" i potrzebę wyjaśniania niezwykłych zjawisk metodami naukowymi. W tym samym czasie za­in­te­re­so­wa­łam się Kabalah - systemem religijno-filozoficznym wy­wo­dzą­cym się z religii judaistycznej.

Izabela Gruchalska
Malwina Łozińska "Cu­da zdarzają się co dzień" (Feniks, lipiec 2006)

Aby udowodnić mojej rodzinie, że jestem już go­to­wa na to by zająć się Tarotem - czytałam o nim wszy­stko, co tylko mogłam dostać na polskim rynku. Nauka o nim i zdobyte wiadomości uświadomiły mi, że aby móc się nim zajmować oprócz talentu i in­tu­i­cji potrzebna jest wiedza z psychologii i umiejętność po­słu­gi­wa­nia się słowem. Jak to mówiły "stare wró­ży­chy": "ważne jest nie tylko to co mówisz, ale też jak mówisz".

Wróżba w naszym domu zawsze miała na celu po­moc drugiemu człowiekowi. Pomoc ta re­a­li­zo­wa­ła się poprzez wskazywanie właściwej drogi, o­strze­ga­nie przed zagrożeniami i ujawnianie ukrytych mo­żli­wo­ści. Wypełniając tę tradycję za­in­te­re­so­wa­nym prze­ka­zu­ję informację o ich przyszłości, dzięki cze­mu łatwiej jest im o­mi­nąć za­gro­że­nia, zminimalizować straty i wy­ko­rzy­stać szanse.
Serdecznie zapraszam do skorzystania z moich usług.